Licealiada Powiatowa siatkówki juniorów
1.12.2017r. odbyły się nasze pierwsze rozgrywki w Licealiadzie Powiatowej siatkówki juniorów. W grupie rozgrywek zagramy z "mechanikiem", ekonomikiem" i "kolejówką". Pierwszy mecz rozegraliśmy z "gastronomikiem". Bezproblemowo zwyciężyliśmy 2:0. W pierwszym secie uzyskaliśmy niewielką przewagę 25:23, w drugim secie nie było już wątpliwości kto wygra ten mecz, gdyż odskoczyliśmy dość mocno w punktach i wygraliśmy ostatecznie 25:16. To dopiero początek rozgrywek, ale cieszy fakt, że dobra energia drużyny, zapał jak i mocne podejście do tematu siatkówki przejawiają chłopcy z całej drużyny. Gratulujemy i życzymy dalszych wygranych. Kapitan zespołu: Patryk Michalski kl. IV, Michał Nolewajka kl. II, Przemysław Piechnik kl. I, Jakub Chromy kl. I, Tomasz Dzionsko kl. I, Karol Kużaj kl. I, Klaudiusz Cieluch kl. I, Kamil Kańtoch kl. IV, Adrian Nowakowski kl. III. Opiekę sprawowała - p. Katarzyna Krzyszpin.


Gwara śląska ma niezliczone tajemnice…
Rozmowa z uczestnikami i laureatami konkursu „Przidom do nos po niyszporach": Kingą Hucz, Eweliną Filipczyk, Eweliną Wylenzek, Bartoszem Gruszką, Wiktorem Koniecznym i Rafałem Lesiem z Zespołu Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Radzionkowie. Konkurs, którego celem jest propagowanie kultury i tradycji śląskiej, był organizowany przez Panią Marię Osadnik i Parafię WNMP w Radzionkowie-Rojcy pod patronatem Burmistrza Miasta Radzionków. W tym roku odbyła się już jego szósta edycja.
Czy na co dzień posługujecie się gwarą?
Bartek – Tak.
Rafał – Tak, oczywiście, że posługuję się gwarą.
Wiktor – Tak.
Kinga – W jakimś stopniu jak najbardziej, szczególnie w domu.
Ewelina F.- To zależy od sytuacji. Zazwyczaj posługuję się gwarą w domu i wśród przyjaciół.
Ewelina W. - Posługuję się gwarą w domu i kiedy spotykam się z moimi przyjaciółkami, w szkole i innych miejscach raczej jej nie używam.
Czy w domu mówicie gwarą?
Rafał – Tak.
Bartek – Tak.
Wiktor – Tak.
Kinga – Oczywiście.
Ewelina F. – Tak, chociaż częściej posługują się nią rodzice.
Ewelina W. – W moim domu, od kiedy pamiętam, używało się gwary i jest tak do teraz.
Gdzie nauczyliście się gwary?
Kinga – W domu.
Wiktor – Ja też w domu.
Ewelina F. – W domu, na podwórku oraz biorąc udział w różnych konkursach.
Bartek – Mnie uczyli w domu babcia i dziadek.
Ewelina W. – Gwary nauczyłam się od mojego taty, który mówił do mnie po śląsku, już jak byłam małą dziewczynką.
Rafał – Ja nauczyłem się gwary od mojej świętej pamięci babci i oczywiście rodziców.
Czy pochodzicie ze śląskich rodzin?
Ewelina F. – Tak.
Bartek – Tak.
Ewelina W. – Tak, pochodzę ze śląskiej rodziny.
Kinga – Tak.
Rafał – Tak.
Wiktor – Tak.
Kto w waszych rodzinach pielęgnuje śląskie tradycje i kulturę?
Ewelina F. – Na pewno moi rodzice oraz starsze rodzeństwo.
Bartek – U mnie wszyscy.
Wiktor – (śmiech) Oczywiście.
Ewelina W. – W moim domu ja, moja mama, siostry i bracia podtrzymujemy tradycję mówienia po śląsku.
Kinga – Moja babcia jest członkiem Związku Górnośląskiego, a cała rodzina mówi po śląsku i dba o utrzymywanie śląskich tradycji.
Rafał – Cała nasza rodzina pielęgnuje tę piękną kulturę i tradycję od wielu pokoleń.
Czy, waszym zdaniem, gwara jest jeszcze obecna w życiu codziennym ludzi mieszkających na Śląsku, czy też jest ciekawostką folklorystyczną?
Bartek – Jest w życiu codziennym.
Wiktor – Tak, gwara jest obecna cały czas. Czy to w domu, czy poza nim.
Ewelina F. – Moim zdaniem gwara jest obecna w życiu codziennym ludzi mieszkających na Śląsku, ponieważ wielu z nich posługuje się nią od dzieciństwa, co powoduje, że robią to, nawet o tym nie wiedząc.
Ewelina W. – Gwara jest używana na pewno przez ludzi starszych, za których młodości mówiło się po śląsku. Wydaje mi się, że młodzi ludzie coraz rzadziej używają gwary.
Kinga – Myślę, że wiele osób wstydzi się mówić gwarą, ale w wielu domach jest ona obecna w mniejszym lub większym stopniu. Są osoby w naszym wieku, które gwara po prostu odrzuca i, niestety, niektórzy z nich śmieją się z osób posługujących się nią.
Rafał – Według mnie, gwara jest jeszcze obecna w życiu. Gdy jestem gdzieś na mieście czy w różnych typach lokali na Śląsku, to słychać, że ludzie się nią posługują i jest używana przez wielu Ślązaków w życiu codziennym.
Dlaczego zdecydowaliście się wziąć udział w Konkursie „Przidom do nos po niyszporach”?
Bartek – Chciałem spróbować sił w tym konkursie (z czystej ciekawości).
Kinga – Ponieważ lubię moją gwarę i uważam, że należy starać się dbać o nią, żeby nie zginęła.
Ewelina W. – A ja zdecydowałam się na wzięcie udziału w tym konkursie, bo używam gwary i chciałam to zaprezentować szerszej publiczności.
Rafał – Uczestniczyłem już w tym i nie tylko tym konkursie, więc wiedziałem, o co w nim chodzi.
Wiktor – Też kiedyś już brałem udział w konkursie gwary śląskiej. Spodobało mi się wtedy, więc postanowiłem, że spróbuję po raz kolejny.
Czy to wasze pierwsze uczestnictwo w tym konkursie? Rafale, ty już brałeś w nim udział…
Rafał – (śmiech) Uczestniczyłem w nim już trzykrotnie.
Ewelina W. – Pierwszy raz brałam udział w tym konkursie.
Bartek – Ja też.
Kinga – Moje też pierwsze.
Wiktor – W tym konkursie tak.
Czyli braliście udział w innych konkursach o podobnej tematyce?
Ewelina F. – Tak. W szkole podstawowej były organizowane takie konkursy o podobnej tematyce, w których często brałam udział.
Wiktor – Tak.
Ewelina W. – Brałam udział w podobnym konkursie, gdy byłam w przedszkolu.
Rafał – Tak, brałem już udział w tego typu konkursach, głównie w przedszkolu.
Bartek – Ja nie.
Kinga – Nie, jakoś jeszcze nie było okazji.
Co zadecydowało o wyborze tekstów konkursowych? Czy trudno znaleźć właściwy tekst na konkurs?
Bartek – Moim zdaniem nie.
Ewelina F. – Mnie bardzo trudno było znaleźć tekst w gwarze śląskiej, ale ostatecznie udało mi się coś wybrać.
Ewelina W. – Tekst, który wybrałam na konkurs, okazał się być za krótki, co świadczy o tym, że niełatwo znaleźć odpowiedni tekst. Opowiadanie, które zaprezentowałam zaproponował mi kolega.
Kinga – Też uważam, że dosyć trudno. Mnie spodobał się tytuł, który jest zabawny, natomiast sam tekst obrazuje dzisiejszą dość smutną rzeczywistość i podkreśla walory całkiem niedalekiej przeszłości [Kinga przygotowała tekst pt. „O hasioku i klopsztandze” – przyp. red.].
Rafał – Decyzję wybrania tekstu podjąłem z moją polonistką. Ten tekst i teksty w poprzednich konkursach wybrałem z powodu tego, że po prostu je dobrze rozumiałem, były przyjemne do słuchania. Dzisiaj w dobie Internetu nie jest trudno znaleźć tekst, za to trudniej jest znaleźć tekst, który zainteresuje nie tylko wykonawcę, ale i słuchacza.
Wiktor – Historie po śląsku, dobrze opowiedziane, potrafią być bardzo zabawne. Moim priorytetem w wyborze tekstu był właśnie taki cel.
A jak wyglądały przygotowania do konkursu?
Ewelina F. – Mieliśmy dodatkowe zajęcia z nauczycielką języka polskiego, która dawała nam świetne rady. Dodatkowo ćwiczyłam bardzo dużo w domu.
Ewelina W. – Poświęciłyśmy wiele czasu nad tym, abym dobrze przedstawiła wybrany tekst.
Bartek – Spotykaliśmy się w sali języka polskiego…
Kinga – i każdy po kolei prezentował swój tekst, a pani doradzała nam, jak najlepiej przedstawić go. W domu każdy indywidualnie ćwiczył, uwzględniając jej wskazówki.
Rafał – Prezentowaliśmy nasze umiejętności przed panią, koleżankami i kolegami, a potem nawzajem podpowiadaliśmy sobie, gdzie co poprawić, jak zaakcentować, jakiego słowa użyć.
Wiktor – Bywało śmiesznie.
[śmiech]
Czy coś was zaskoczyło podczas przygotowań?
Ewelina F. – Raczej nie.
Bartek – Nie.
Wiktor – Nie.
Rafał – Podczas przygotowań nic mnie nie zaskoczyło.
Ewelina W. – Na pierwszym spotkaniu zaskoczyła mnie tak duża liczba uczestników, bałam się, że będę jedyną dziewczyną.
Kinga – Liczba chętnych osób z mojej szkoły, które zgłosiły się do wzięcia udziału w konkursie.
A podczas konkursu?
Bartek – Też nie.
Ewelina F. – Zaskoczyło mnie to, że ostatecznie w konkursie wystartowało bardzo mało uczestników. Wielu z moich znajomych nie chciało brać udziału, ponieważ uważali, że nie dadzą sobie rady, chociaż ja spróbowałam i uważam, że było warto.
Rafał – Mnie zaskoczyła liczba młodzieży, dzieci, dorosłych biorących udział.
Ewelina W. – Podczas konkursu byłam zdziwiona i troszkę skrępowana, bo inne osoby występujące miały jakieś przebrania lub stroje ludowe, ja miałam zwykłą koszulę.
Kinga – Ale podczas przesłuchań była bardzo miła i przyjazna atmosfera, występy były na dość wysokim poziomie.
Wiktor – Mnie zaskoczył sposób, w jaki to wszystko było zorganizowanie.
Czy mieliście tremę?
Bartek – Ja nie.
Wiktor – Ja też nie.
Ewelina F. – Ja tak. Strasznie się bałam, że zapomnę tekstu albo się pomylę, ale ostatecznie wszystko poszło dobrze.
Kinga – Tak, szczególnie przed samym występem.
Ewelina W. – Gdy pani prowadząca wyczytała moje nazwisko, zapomniałam, jak zaczyna się moje opowiadanie.
Rafał – Osobiście, miałem delikatną tremę.
Jak sobie z nią poradziliście?
Ewelina F. – Wyobraziłam sobie, że jestem sama w sali i nikt mnie nie słyszy, co spowodowało, że mniej się stresowałam.
Ewelina W. – Gdy stanęłam przy mikrofonie, stres minął, uśmiechnięte twarze państwa w jury uspokoiły mnie.
Kinga – Nuciłam sobie jakieś przyjemne piosenki, to często pomaga, i starałam się nastawiać optymistycznie.
Rafał – A ja wykorzystałem sposoby podsunięte poprzez panią Trembaczowską, czyli ćwiczenia oddechowe.
Czy będziecie chcieli wziąć udział w konkursie także w przyszłym roku?
Wiktor – Tak.
Ewelina F. – Oczywiście. Konkurs był świetnie przygotowany, a jury oceniało bardzo sprawiedliwie.
Bartek – Z pewnością.
Ewelina W. – Jeśli będzie okazja wzięcia udziału w tym konkursie za rok, na pewno będę chętna.
Kinga – Jeśli będę w stanie, myślę, że tak.
Rafał – Tak, oczywiście, będę chciał poprawić swoje tegoroczne błędy i wyjść jeszcze lepiej [śmiech].
Czy gwara śląska ma przed wami jeszcze jakieś tajemnice?
Bartek – Raczej tak, na przykład jakieś słowa.
Wiktor – Tak, ogromna liczba słów, których nie znam.
Ewelina F. – Raczej tak, gwara skrywa przede mną jeszcze wiele tajemnic. Aczkolwiek w czasie przygotowań oraz trwania konkursu nauczyłam się bardzo wiele i mam nadzieję, że kiedyś będę bardzo dobrze się nią posługiwać.
Ewelina W. – Przede mną też ma jeszcze tajemnice, które z każdym dniem odkrywam.
Kinga – Tak, to chyba normalne. Nikt nie zna wszystkich słów i zwrotów.
Rafał – Gwara śląska ma niezliczone tajemnice, o których mam nadzieję się dowiedzieć.
Kocham po śląsku to…
[ogólny śmiech]
Ewelina F. – Jo przaja.
Ewelina W. – Jo ci przaja.
Kinga – Przaja.
Rafał – Jo ci przaja.
Wiktor – Jo ci przaja.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmowę prowadziła Ewa Mann – nauczyciel bibliotekarz Zespołu Szkół Techniczno-Ekonomicznych w Radzionkowie.
Porozmawiajmy o... pobycie w Irlandii Północnej cz.2
Agata Gliwa: Jak wyglądały Wasze praktyki - w zawodzie technik hotelarstwa?Wiktoria Żaba: Moje praktyki odbywały się w kawiarni położonej przy przystani, przy rzece Foyle. Codziennie podziwiałam piękne widoki miasta idąc na praktyki. Przyznam, że brakuje mi tego. Do moich obowiązków głównie należało utrzymywanie czystości na sali konsumpcyjnej np. zbieranie zastawy stołowej po klientach, czyszczenie stolików, utrzymywanie porządku na moim stanowisku, czy zmywanie naczyń. Zdarzyło mi się również pomagać kilkakrotnie w kuchni np. podczas przygotowywania dań, jak również pomagać klientom w niektórych sytuacjach.
Julia Michalik: Pierwszy dzień praktyk polegał na zapoznaniu się z firmą, stanowiskiem pracy oraz pracownikami. Po zapoznaniu się ze wszystkim poszłam na swoje stanowisko. Moje praktyki wyglądały tak: porządkowałam naczynia, dbałam o czystość na sali, obsługiwałam gości, polerowałam szkła, musiałam dbać o estetykę ubioru, przygotowywałam składniki do potraw oraz kanapek oraz przygotowałam różnego rodzaju kanapki. Wiele się tam nauczyłam i mogę powiedzieć, że to były moje najlepsze praktyki. Ludzie są tam bardzo mili, zawsze chętnie pomogą. Jestem zadowolona, że mogłam odbyć takie praktyki.
Agata: Czy podczas pobytu w Irlandii była okazja skosztowania jakichś nowych potraw? Smakowały Wam?
Wiktoria: Tak, była taka możliwość. Byliśmy dwa razy na wspólnym obiedzie z całą grupą i nauczycielami. Przyznam, że na początku się zastanawiałam czy irlandzkie jedzenie będzie dobre, ale po spróbowaniu potraw byłam zaskoczona, że może być tak bardzo smaczne. Miałam możliwość spróbowania tłuczonych ziemniaków (garlic mash), kawałków kurczaka (chicken goujons), sałatki Cezar i deserów, które uwielbiam np. ciasto czekoladowe, sernik i banoffee pie (ciasto z toffi i bananem).
Julia: Miałam okazję skosztować Chicken Filet Burger oraz Chocolate Fudge Cake. Na początku myślałam, że ten burger będzie taki sam jak w Polsce. Jednak okazało się, że był on zrobiony całkiem inaczej. Fakt – był w nim filet z kurczaka, lecz był on z dodatkiem bekonu, podsmażonej cebulki, serem oraz sałatą. Dodatkowo do tego był ciemny sos i sałatka z majonezem. Burger mi bardzo smakował, ale moje serce podbiło ciasto czekoladowe! Jedno z najlepszych ciast jakie mogłam tam zjeść. Bardzo mi smakowało.
Agata: Jakie były stosunki z nową rodziną, dogadywaliście się od samego początku?
Julia: Od samego początku dogadywaliśmy się z nową rodziną. Nasza mama zawsze o nas dbała, pytała się codziennie co u nas, jak w pracy. Chętnie z nami rozmawiała i opowiadała o sobie i swojej rodzinie. Troszczyła się oraz martwiła o nas. Mogłyśmy się do niej zwrócić o każdą pomoc. Bardzo się do niej przywiązałyśmy.
Wiktoria: Rodzina, do której trafiłam była naprawdę bardzo miła. Muszę przyznać, że podczas podróży do Irlandii zastanawiałam się, czy sobie tam poradzę np. z językiem na praktykach albo w kontaktach z rodziną. Ale po kilku dniach przekonałam się, że niepotrzebnie się martwiłam. Przez pierwsze kilka dni trochę ciężko było się zaklimatyzować i „przestawić” na to, że więcej będziemy musieli używać języka angielskiego. Mieszkaliśmy niedaleko centrum miasta Derry, więc miałyśmy blisko np. do sklepów albo Akademii. Nasza „host mother” była bardzo sympatyczną i miłą osobą. Służyła nam pomocą, radą. Także członkowie jej rodziny byli dla nas bardzo mili i uprzejmi. Zdarzyło się również, że mieszkały z nami dziewczyny z innych krajów, które też odbywały praktyki w Irlandii. Rozmawialiśmy oczywiście w języku angielskim.
Agata: Jest jakiś zadziwiający irlandzki zwyczaj, który było trudno zrozumieć?
Julia: Nie przypominam sobie żadnego zwyczaju, jakoś nie zwróciłam na to uwagi.
Wiktoria: Ja podobnie – choć trzeba przyznać, że mnóstwo rzeczy robią „inaczej” niż u nas np. ruch samochodów odbywa się lewostronnie. Trudno było się przyzwyczaić do tego.
Agata: Czy po powrocie można potwierdzić, że na wyspach panuje cały czas „angielska pogoda''?
Julia: Moim zdaniem tak. Nigdy nie było wiadomo jak się ubrać, ponieważ raz świeciło słońce, a za chwilę padał deszcz. Albo na odwrót… chociaż były takie dni, że cały dzień słońce świeciło, albo cały czas lało. Mimo to byliśmy chętni, żeby wyjść na miasto, bądź na zakupy.
Wiktoria: Jedna i ta sama pogoda – czyli chwilę słońca i później deszcz. Irlandczycy są to tego przyzwyczajeni. Jednak dla mnie to była „szkoła przetrwania”, bo ja lubię ciepło i słoneczna pogodę. Nie wychodziłam z domu bez parasolki w torbie, która zawsze mi się przydawała.
Agata: Jak wyglądał Wasz przykładowy dzień?
Wiktoria: Jeśli chodzi o dzień „roboczy" to: rano wstałam, zjadłam śniadanie i poszłam do pracy. W niej jadłam pyszny lunch. Po praktyce szłam do centrum np. do sklepów – jak coś potrzebowałam. W międzyczasie moja koleżanka kończyła pracę i razem wracałyśmy do domu. Po powrocie sprzątałyśmy w pokoju. Później nasza „host mother” robiła nam kolację. Jak mieliśmy jakieś wyjścia grupowe np. gokarty, kręgle, ściankę wspinaczkową, to wychodziłyśmy. Jak nic nie było zaplanowane to dobrze bawiłyśmy się w domu. Soboty upływały nam pod znakiem wycieczek.
Julia: Hmm... Jeden z przykładowych dni wyglądał następująco: wstawałyśmy rano, szykowałyśmy się do pracy, jadłyśmy śniadanie. Po porannym rozruchu szłyśmy do pracy, a po praktykach do domu. Tam czekałyśmy na obiad, a po nim jechałyśmy albo na gokarty albo kręgle – chyba, że był wolny wieczór. Wtedy szłyśmy na miasto, bądź na zakupy.
Agata: Jaki moment wyjazdu jest najlepiej wspominany?
Wiktoria: Najbardziej wspominam lot samolotem, bo pierwszy raz leciałam. Byłam równocześnie zestresowana, ale też podekscytowana. Praktyki, gdzie poznałam przesympatycznych i miłych ludzi. Halloween – wielkie wydarzenie hucznie obchodzone, coś niesamowitego i niezapomnianego! Nie żałuje, że skorzystałam z szansy pojechania do Irlandii. Taka okazja mogłaby się już nigdy nie powtórzyć. Piękne miasto, cudowni ludzie i niesamowite wspomnienia, których nie zapomnę!
Julia: Ja natomiast najlepiej wspominam wyjazd na klify do Giant's Casueway. To miejsce jest jednym z najpiękniejszych miejsc, które odwiedziłam. Ten krajobraz jest nie do opisania! Na długo zostanie w mojej pamięci.
Agata: Dziękuję za rozmowę!
Warsztaty Powiatowej Reprezentacji Młodzieży w ZSA-P
W dniu 20 listopada 2017r. w ramach prac Powiatowej Reprezentacji Młodzieży w Zespole Szkół Artystyczno - Projektowych w Tarnowskich Górach odbyły się ,,warsztaty typograficzne” dla Reprezentacji Młodzieży Powiatu Tarnogórskiego. Naszą szkołę reprezentowały uczennice klasy III a: Julia Kamińska i Wiktoria Żaba oraz p. Ewa Mann - opiekun PRM. Po uroczystym powitaniu zebranych gości przez panią Dyrektor Jolantę Plotecką, nauczyciele - opiekunowie PRM wraz z uczniami poszczególnych szkół wysłuchali wykładu i obejrzeli prezentacje. Na początek uczeń klasy II Technikum Cyfrowych Procesów Graficznych zaprezentował zasady tworzenia druku 3D. Następnie pani dr hab. Katarzyna Kroczek- Wasińska poprowadziła wykład z podstaw typografii, po czym zaproszeni uczniowie udali się na warsztaty typograficzne prowadzone przez panią K. Kroczek – Wasińską i pana M. Jankowskiego, w ramach których stworzyli kompozycję literniczą tworzącą napis Powiatowa Reprezentacja Młodzieży. W międzyczasie goście częstowali się słodkościami, a na koniec zaprezentowali swoje dzieło. Nad wszystkim czuwała pani Dorota Rurainska opiekun PRM w ZSA-P.Porozmawiajmy o... pobycie w Irlandii Północnej
Weronika Kontny: Jak wyglądały praktyki w Irlandii Północnej?Żaneta Bębnowska: Praktyki dla zawodu technik eksploatacji portów i terminali odbywały się w różnego rodzaju sklepach i magazynach. Atmosfera w pracy była bardzo miła. Każdy z pracowników był pozytywnie nastawiony do praktykantów i chętnie nam pomagał gdy tego potrzebowaliśmy. Wykonywaliśmy różnego rodzaju zadania związane z naszym zawodem np. przyjmowanie towarów do magazynu.
Jakub Rogoziński: Praktyki zaczęliśmy od razu po przyjeździe. Wraz z trzema kolegami dostaliśmy staż w magazynie meblowym. Naszymi głównymi zadaniami były pomoc w strefie przyjęć oraz praca w strefie kompletacji, pomoc przy skręcaniu mebli oraz utrzymywanie porządku w magazynie.
Weronika: A gdyby tak porównać pierwsze i ostatnie dni Waszego pobytu?
Jakub: W pierwsze dwa dni poznawaliśmy miasto oraz staraliśmy się zaaklimatyzować w nowym otoczeniu. Wszyscy byli podekscytowani i szczęśliwi, że znajdują się w tak pięknym mieście pełnym pozytywnie nastwionych ludzi.
Żaneta: Ja z kolei mimo wielkiej ekscytacji i ciekawości byłam przerażona! To był pierwszy raz kiedy znalazłam się za granicami kraju na cały miesiąc nie znając nikogo ani niczego. Lecz jak się okazało w Derry ludzie są bardzo uprzejmi i pomocni, a miasto wcale nie jest tak duże jak się początkowo wydawało. W ostatnich dwóch dniach czułam się jak w swoim mieście. Podczas tego miesiąca zdążyłam poznać okolicę i przyzwyczaić się do przebywania tam.
Weronika: Kuba, a Tobie jakie odczucia towarzyszyły podczas ostatnich dni?
Jakub: Ostatnie dwa dni były zarazem smutne i radosne... Większość osób nie chciała jeszcze wyjeżdżać. Nie mogliśmy pogodzić się z tym, że tak szybko minęła ta przygoda. Mimo tych smutków staraliśmy się te ostatnie chwile wykorzystać jak najlepiej, bawiąc się, spędzając czas z host rodzinami i podziwiając ostatni raz piękne irlandzkie widoki.
Weronika: Jak w Irlandii wygląda komunikacja miejska?
Jakub: Komunikacja miejska w Irlandii jest moim zdaniem lepsza niż u nas. Autobusy są zadbane, zjawiają się na przystankach planowo – o czasie, a kierowcy autobusów zawsze są gotowi do pomocy i doradzą gdzie najlepiej wysiąść, aby być jak najbliżej domu.
Żaneta: Bardzo zaskoczyła mnie wielka uprzejmość kierowców autobusowych. Zawsze uśmiechnięci i praktycznie zawsze na czas! Jedynym minusem było to, że nie na każdym przystanku autobusowym znajdował się rozkład.
Weronika: Wyobrażasz sobie być tam na stałe?
Jakub: Myślę, że życie w Irlandii jest znacznie prostsze i każdy „przyjezdny" w parę dni dałby rade znaleźć odpowiednią prace, mieszkanie i prowadzić życie na stosunkowo wysokim poziomie.
Żaneta: Jak najbardziej wyobrażam sobie mieszkać tam na stałe. To bardzo piękne miasto z wieloma możliwościami! Gdybym miała okazję by tam zamieszkać to myślę, że chyba nie zastanawiałabym się zbyt długo.
Weronika: A jak tam jest z tą pogodą. Czy rzeczywiście jest taka „nieciekawa”?
Jakub: W Irlandii byliśmy przez cały październik. Pogoda była typowo jesienna. Tak samo jak w Polsce troszkę popadało. Czasem wyszło słońce, a średnia temperatura wahała się w okolicach 10°C.
Żaneta: Co prawda bardzo ciepło tam nie było, ale nie było aż tak źle. Nikt z nas „nie zamarzał”, a czasem nawet pojawiło się trochę słońca. Deszcz też nie był wielkim problemem. Wcale nie padało aż tak często.
Weronika: Co podobało Ci się najbardziej podczas pobytu w Irlandii Północnej?
Jakub: Najbardziej w Irlandii podobało mi się pozytywne nastawianie ludzi do świata. Każdy się do każdego uśmiecha, doradza, pomaga w razie problemów i robi to bezinteresownie! Kiedy wychodzi się na główne ulice miasta, to od razu czuć pozytywną atmosferę, której często brakuje w Polsce...
Żaneta: Chyba nie ma rzeczy którą mogłabym wyróżnić jako najlepszą. Zarówno wycieczki, lekcje angielskiego, praca, jak i same miasto było świetne. Ale na pewno na bardzo długo zapamiętam moją Host Family! Cudowna, ciepła rodzina, która bardzo umiliła nam czas w Derry i dała wiele wspomnień mnie i moim współlokatorkom.
Weronika: A na koniec może jakaś rada dla następnych roczników, które będą wybierać się na miesięczną praktykę do Irlandii Północnej?
Jakub: Hmm. Jeśli już dostaniecie szansę na wyjazd do Irlandii, to nie zmarnujcie tego. Starajcie się wykorzystać ten czas jak najlepiej bo uwierzcie, że tam mija on dwa razy szybciej - a chciałoby się żeby stanął w miejscu, haha!
Żaneta: Aby niczego się nie bać i jak tylko nadarzy się okazja, to być zdecydowanym na wyjazd na tę praktykę miesięczną! To coś, co warto przeżyć.
Weronika: Dziękuję za rozmowę.
Pierwsze spojrzenie... Apel z okazji uroczystości 11 listopada
Dnia 10.11.2017 w naszej szkole odbył się uroczysty apel z okazji obchodów Święta Niepodległości. Słuchając pieśni patriotycznych oraz wierszy nawiązujących do tamtych czasów, zostaliśmy skłonieni do refleksję nad naszą historią. Pan Dyrektor przemawiał do nas, opowiadał o tym jak Polska odzyskała swoją Niepodległość po 123 latach niewoli. Trzy pokolenia musiały dbać o kontynuowanie patriotyzmu i wiary w to, że Polska znów pojawi się na mapie świata. Teraz po 99 latach obchodzimy kolejną rocznicę tego wydarzenia. Pamiętajmy jednak o przeszłości, o tym co przechodziła nasza ojczyzna. Ojczyzna za którą jesteśmy odpowiedzialni – my jej mieszkańcy. To właśnie my musimy pamiętać o bohaterach, dzięki którym teraz możemy żyć w wolnej Polsce.
PRM w Nakle Śląskim
Kinga Hucz i Katarzyna Przybyłek reprezentujące PRM naszej szkoły wraz z p. Ewą Mann wzięły udział w warsztatach pt. ,,Spotkanie z kulturą", które zorganizowane zostały przez Powiatową Reprezentację Młodzieży Powiatu Tarnogórskiego w Centrum Kultury Śląskiej w Nakle. Celem warsztatów było przybliżenie młodzieży historii pałacu w Nakle Śląskim. http://cekus.pl/historia-palacu/
Eventy w Międzynarodowym Centrum Kongresowym
Młodzież technikum hotelarstwa z klas 3a i 4b gościła w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Była to okazja do poznania najnowocześniejszego obiektu w regionie z przestrzenią do realizacji dużych wydarzeń. Budynek umożliwia realizację eventów o znaczeniu ogólnokrajowym, europejskim, a nawet światowym. Uczniowie zobaczyli zespół sal konferencyjnych, w których w zależności od rodzaju imprezy można konfigurować przestrzeń. Sale przeznaczone są głównie na konferencje, seminaria, wystawy, prezentacje. Imponująco prezentuje się sala audytoryjna na 570 miejsc spełniająca głównie funkcje sceniczne, przedstawień, sesji plenarnych, wykładów, odczytów. Sala wielofunkcyjna to przestrzeń do realizacji wystaw, targów, pokazów z możliwością wykorzystania ruchomej ściany. Foyer może również spełniać różne funkcje, także jako strefa gastronomiczna podczas wydarzeń. Uczniowie poznali również role i pracę całego zespołu nad sprawną organizacją przedsięwzięć od momentu podpisania umowy. Poszczególne imprezy mają zapewnioną opiekę przez event managera. Była to interesująca lekcja pokazująca ogromne możliwości i architekturę obiektu, pracę zespołu inspirująca do budowania ścieżki zawodowej. Opiekę sprawowała p. Krystyna Dziuk.Konsultacje
Informujemy, że dnia 15 listopada (środa) o godzinie 16.oo odbędą się konsultacje dla rodziców. 11 listopada 1918 roku
11 listopada 1918 roku. Ta data upamiętnia jedno z najważniejszych wydarzeń naszej historii. To już 99 rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Podczas wczorajszego apelu uczniowie klasy IVa i IIc wprowadzili nas w zadumę nad tamtymi wydarzeniami. Również Pan Dyrektor Mariusz Sroka wspomniał na tamte wydarzenia zwracając uwagę, jak istotną rolę odegrała świadomość wcześniejszych pokoleń, które musiały dbać o zachowanie tożsamości narodowej. Po niewoli trwającej 123 lat Polska odzyskała niepodległość. Święto Niepodległości. Józef Piłsudski, Roman Dmowski, Ignacy Paderewski. Nad przygotowaniem apelu czuwali: p. Ewa Mann oraz p. Grzegorz Adrjanowicz.



